Nazywam się Susanne Bennington. Ale, czekaj, nie ocenia się
po pozorach, w tym wypadku — po nazwisku. Zaczekaj, spokojnie, aż wszystko
będzie okej.
Już dobrze? Nerwy uspokojone?
Więc zapraszam do słuchania.
Już dobrze? Nerwy uspokojone?
Więc zapraszam do słuchania.
18 CZERWIEC 2012 ROKU.
Weszłam do pomieszczenia zwanego kuchnią, gdzie już
urzędowała Talinda — moja macocha. Nie, nie taka wredna i zła rodem z
Kopciuszka, tylko miła, pomocna i tak dalej.
— Cześć, Susie — powiedziała, nie odwracając się nawet.
— Hej — ziewnęłam.
— Było nie siedzieć do drugiej w nocy — westchnęła.
— Byłam zajęta. Oglądanie nocnego nieba to ważna sprawa — odparłam, znów ziewając.
— W to nie wątpię.
Rozmowa ciągnęła się dalej. Jadłam śniadanie, gdy zobaczyłam godzinę. Siódma piętnaście. Szybko pognałam się ubrać i wziąć plecak. Po jakichś dwudziestu minutach byłam gotowa do wyjścia.
— Susie, podwieźć cię? — spytała Talinda.
— Jeśli tylko byś mogła — mruknęłam. Tak, byłam z nią po imieniu. Mamą bym jej nie nazwała, macochą też nie.
Po kilku minutach siedziałam w aucie. I tak była jakaś za kwadrans ósma, przez co już bylam spóźniona, ponieważ do mojej szkoły jechało się przynajmniej dziesięć minut. Bez korków.
— I dreamed I was missing, you were so scared... — Usłyszałam w radiu.
— LOATR — odparłam bez większego zastanowienia. Pozwoliłam, by muzyka pochłonęła mnie całą. Mimowolnie zaczęłam się kiwać w rytm melodii i śpiewać pod nosem tekst.
Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. W moim wypadku było to dojechanie pod szkołę. Szybko wybiegłam z samochodu, rzucając krótkie "Pa" i biegnąc do budynku. Zostało mi pięć minut, by się nie spóźnić.
Więc miałam wystarczająco dużo czasu, by zdążyć do klasy.
— Cześć, Susie — powiedziała, nie odwracając się nawet.
— Hej — ziewnęłam.
— Było nie siedzieć do drugiej w nocy — westchnęła.
— Byłam zajęta. Oglądanie nocnego nieba to ważna sprawa — odparłam, znów ziewając.
— W to nie wątpię.
Rozmowa ciągnęła się dalej. Jadłam śniadanie, gdy zobaczyłam godzinę. Siódma piętnaście. Szybko pognałam się ubrać i wziąć plecak. Po jakichś dwudziestu minutach byłam gotowa do wyjścia.
— Susie, podwieźć cię? — spytała Talinda.
— Jeśli tylko byś mogła — mruknęłam. Tak, byłam z nią po imieniu. Mamą bym jej nie nazwała, macochą też nie.
Po kilku minutach siedziałam w aucie. I tak była jakaś za kwadrans ósma, przez co już bylam spóźniona, ponieważ do mojej szkoły jechało się przynajmniej dziesięć minut. Bez korków.
— I dreamed I was missing, you were so scared... — Usłyszałam w radiu.
— LOATR — odparłam bez większego zastanowienia. Pozwoliłam, by muzyka pochłonęła mnie całą. Mimowolnie zaczęłam się kiwać w rytm melodii i śpiewać pod nosem tekst.
Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. W moim wypadku było to dojechanie pod szkołę. Szybko wybiegłam z samochodu, rzucając krótkie "Pa" i biegnąc do budynku. Zostało mi pięć minut, by się nie spóźnić.
Więc miałam wystarczająco dużo czasu, by zdążyć do klasy.
Zanotować na przyszłość. Nigdy nie ufać
sobie, jeśli chodzi o wyczucie czasu. Nigdy.
— Bennington. Znowu spóźniona.
— Przepraszam, pani Hopeless — wymamrotałam. Zajęłam swoje zwyczajowe miejsce, przy oknie. W ławce siedziałam z Tatianą Williams – wysoką blondynką o orzechowych tęczówkach. Znam ją od dziesiątego roku życia, od sześciu lat. Od czwartej, do dziesiątej klasy.
— Bry, Su. Czemu dzisiaj?
— Do drugiej obserwowałam niebo, a rano zagadałam się z Talindą — mruknęłam.
— Serio? — zdziwiła się.
— Jasne.
Dalej nie było nam dane rozmawiać, gdyż nauczycielka zaczęła zwracać nam uwagę.
Wyszłyśmy z klasy. Następną lekcją była podobno historia. Podobno, bo od ponad dwóch miesięcy nikt nie widział nauczycielki. Cały czas lecieliśmy na zastępstwach, ale nikt się nie uskarżał.
— Z kim dzisiaj mamy? — spytałam Patricię, jedną z dziewczyn z klasy.
— Z Floodhollow — odpowiedziała. Uśmiechnęłam się pod nosem i podziękowałam jej. Pani Floodhollow była jedną z najlepszych nauczycielek. I jedną z najmilszych. Poza tym, uczyła muzyki.
— Bennington. Znowu spóźniona.
— Przepraszam, pani Hopeless — wymamrotałam. Zajęłam swoje zwyczajowe miejsce, przy oknie. W ławce siedziałam z Tatianą Williams – wysoką blondynką o orzechowych tęczówkach. Znam ją od dziesiątego roku życia, od sześciu lat. Od czwartej, do dziesiątej klasy.
— Bry, Su. Czemu dzisiaj?
— Do drugiej obserwowałam niebo, a rano zagadałam się z Talindą — mruknęłam.
— Serio? — zdziwiła się.
— Jasne.
Dalej nie było nam dane rozmawiać, gdyż nauczycielka zaczęła zwracać nam uwagę.
Wyszłyśmy z klasy. Następną lekcją była podobno historia. Podobno, bo od ponad dwóch miesięcy nikt nie widział nauczycielki. Cały czas lecieliśmy na zastępstwach, ale nikt się nie uskarżał.
— Z kim dzisiaj mamy? — spytałam Patricię, jedną z dziewczyn z klasy.
— Z Floodhollow — odpowiedziała. Uśmiechnęłam się pod nosem i podziękowałam jej. Pani Floodhollow była jedną z najlepszych nauczycielek. I jedną z najmilszych. Poza tym, uczyła muzyki.
— Dzisiaj będziecie mogli zagrać bądź zaśpiewać cokolwiek —
powiedziała nauczycielka. Wyszczerzyłam się do Tatiany.
— Można parami? — spytała. Floodhollow potwierdziła. Jednym z nielicznych plusów naszej szkoły była perkusja na zapleczu muzycznym. Oraz gitara elektryczna.
— Możemy pójść na zaplecze? — zadałam pytanie jako druga. Kolejne potwierdzenie. Niemal biegiem ruszyłyśmy do pomieszczenia.
— Trochę biedna ta perkusja — stwierdziła Williams na miejscu. — W porównaniu do mojej lub Roba... to jest podstawowy zestaw.
— Wiem, Tati — odparłam. — Ale lepsza taka niż żadna.
— Masz rację.
— Ja zawsze mam rację.
— Nieprawda. Bierz gitarę i próbujemy!
Szybko zgarnęłam elektryka w ręce. Założyłam pas, zagrałam coś i zaczęłam się wsłuchiwać.
— Może być. Są lepsze, ale, jak na szkołę, ujdzie — westchnęłam. Usiadłam na pobliskim krześle.
— To co gramy? — Spojrzałam na nią.
— Papercut? — zaproponowała.
— Może być.
Więc zaczęłyśmy grać. Pierwsza była Tati, za perkusją. Potem ja dołączyłam. Nie śpiewałam, bo po co?
W pewnym momencie Tatiana się wkurzyła i rzuciła swoimi pałeczkami o ziemię.
— Co ci jest? — spytałam, przerywając grę.
— Nie trafiam w nuty! Te bębny są dziwne, koniec kropka — narzekała niczym kilkuletnie dziecko.
— Spokojnie, potem po kryjomu będziemy grać w studiu, z Taszą i Ines — uspokajałam ją.
W tym momencie nauczycielka weszła na zaplecze. Spojrzała na nas, ale nic nie powiedziała. Wzięła gitarę akustyczną i wyszła.
— Dobra, grajmy dalej — wróciłam do rozmowy.
— Można parami? — spytała. Floodhollow potwierdziła. Jednym z nielicznych plusów naszej szkoły była perkusja na zapleczu muzycznym. Oraz gitara elektryczna.
— Możemy pójść na zaplecze? — zadałam pytanie jako druga. Kolejne potwierdzenie. Niemal biegiem ruszyłyśmy do pomieszczenia.
— Trochę biedna ta perkusja — stwierdziła Williams na miejscu. — W porównaniu do mojej lub Roba... to jest podstawowy zestaw.
— Wiem, Tati — odparłam. — Ale lepsza taka niż żadna.
— Masz rację.
— Ja zawsze mam rację.
— Nieprawda. Bierz gitarę i próbujemy!
Szybko zgarnęłam elektryka w ręce. Założyłam pas, zagrałam coś i zaczęłam się wsłuchiwać.
— Może być. Są lepsze, ale, jak na szkołę, ujdzie — westchnęłam. Usiadłam na pobliskim krześle.
— To co gramy? — Spojrzałam na nią.
— Papercut? — zaproponowała.
— Może być.
Więc zaczęłyśmy grać. Pierwsza była Tati, za perkusją. Potem ja dołączyłam. Nie śpiewałam, bo po co?
W pewnym momencie Tatiana się wkurzyła i rzuciła swoimi pałeczkami o ziemię.
— Co ci jest? — spytałam, przerywając grę.
— Nie trafiam w nuty! Te bębny są dziwne, koniec kropka — narzekała niczym kilkuletnie dziecko.
— Spokojnie, potem po kryjomu będziemy grać w studiu, z Taszą i Ines — uspokajałam ją.
W tym momencie nauczycielka weszła na zaplecze. Spojrzała na nas, ale nic nie powiedziała. Wzięła gitarę akustyczną i wyszła.
— Dobra, grajmy dalej — wróciłam do rozmowy.
— Su, nie uwierzysz. Jutro czy pojutrze ten dureń Bourdon ma
przyjść do nas do szkoły — poskarżyła się Natasza w drodze powrotnej do domu.
Znaczy, ona mieszkała kilkanaście domów dalej, ale zawsze coś.
Ciemnobrązowe loczki spięła w luźnego warkocza, jej brązowe tęczówki spoglądały na mnie zza okularów z czarnymi oprawkami. Była wyższa ode mnie, mimo trzyletniej różnicy wieku — byłam starsza.
— Nic nie mówił. — Zmarszczyłam brwi. — Jak to prawda, to będzie miał od nas oraz Tati i Ines rozmowę.
— Zdecydowanie. Dobra, pa! — Rozdzieliłyśmy się na dwie strony. Szybko założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Po kolei playlista.
No, I am not saying. I'm sorry. One day, maybe we'll meet again...
A więc Closer To The Edge. Zaczęłam podśpiewywać pod nosem. Ludzie czasem się na mnie patrzyli, ale nieważne. Byłam szczęśliwa i to było ważne.
Wreszcie doszłam do domu. Otworzyłam drzwi i, pierwsze, co usłyszałam, to był śmiech Lily, mojej przyrodniej siostry. Uśmiechnęłam się lekko.
— I wtedy wujek Mike potknął się o krzesło, na którym siedział wujek Joe i oboje się przewrócili. Wraz z krzesłem! — Usłyszałam głos taty. Weszłam do salonu, uprzednio zdejmując buty.
— Cześć, wróciłam! — zawołałam. Lila, moja druga siostra przyrodnia, od razu zwróciła na mnie uwagę i zaczęła raczkować w moją stronę. Szybko podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
— Hej, Susie — przywitał się tata, wstając z sofy, podchodząc do mnie i całując mnie w czoło.
W ramach podziękowania wsadziłam mu Lilę na ręce.
— Weź ją, idę się uczyć — powiedziałam i poszłam na górę, do mojego pokoju.
Łóżko kusiło. Położyłam się z myślą o kilkunastominutowej drzemce
Zamiast tego po prostu usnęłam.
Ciemnobrązowe loczki spięła w luźnego warkocza, jej brązowe tęczówki spoglądały na mnie zza okularów z czarnymi oprawkami. Była wyższa ode mnie, mimo trzyletniej różnicy wieku — byłam starsza.
— Nic nie mówił. — Zmarszczyłam brwi. — Jak to prawda, to będzie miał od nas oraz Tati i Ines rozmowę.
— Zdecydowanie. Dobra, pa! — Rozdzieliłyśmy się na dwie strony. Szybko założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Po kolei playlista.
No, I am not saying. I'm sorry. One day, maybe we'll meet again...
A więc Closer To The Edge. Zaczęłam podśpiewywać pod nosem. Ludzie czasem się na mnie patrzyli, ale nieważne. Byłam szczęśliwa i to było ważne.
Wreszcie doszłam do domu. Otworzyłam drzwi i, pierwsze, co usłyszałam, to był śmiech Lily, mojej przyrodniej siostry. Uśmiechnęłam się lekko.
— I wtedy wujek Mike potknął się o krzesło, na którym siedział wujek Joe i oboje się przewrócili. Wraz z krzesłem! — Usłyszałam głos taty. Weszłam do salonu, uprzednio zdejmując buty.
— Cześć, wróciłam! — zawołałam. Lila, moja druga siostra przyrodnia, od razu zwróciła na mnie uwagę i zaczęła raczkować w moją stronę. Szybko podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
— Hej, Susie — przywitał się tata, wstając z sofy, podchodząc do mnie i całując mnie w czoło.
W ramach podziękowania wsadziłam mu Lilę na ręce.
— Weź ją, idę się uczyć — powiedziałam i poszłam na górę, do mojego pokoju.
Łóżko kusiło. Położyłam się z myślą o kilkunastominutowej drzemce
Zamiast tego po prostu usnęłam.
—————
ufff, pierwszy rozdział za mną.
to będzie moje kolejne fanfiction, ale pierwsze, ktore mam zamiar doprowadzić
do konca, co wydaje mi sie troche jakby niemozliwe z pewnych powodow.
gwiazdkujcie i komentujcie, jeśli Wam się podoba, proszę! to niby nic, ale dla
mnie znaczy wiele
do następnego napisania,
zoe k
Jeśli tego nie skończysz znajdę cię i zabije.
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo fajny. Luźny i spokojny. Milo się go czyta.
Hmm rzadko znajduje opowiadanie o rodzinach chłopaków.
A więc tak.
MASZ TO DOKOŃCZYĆ I BASTA.
Czekam na kolejny i pozdrawiam no i życze weny.
Mika Shinoda
haahahah, dziękuję!
Usuńtak się składa, że na Wattpadzie także będę to publikować, więc - w razie czego - tam rozdziały będą szybciej ;)
Okey. Zaintrygowalaś mnie.
UsuńJa zawsze czytam historię związane z LP :D